Śmierć trójki młodych lekarzy. Tragedia w szpitalu św. Łazarza

lekarze-wstep

Zdjęcie Agencji Fotograficznej „Światowid” ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Była środa 26 kwietnia 1939 r. Kończył się właśnie czwarty hejnał grany z Wieży Mariackiej na godzinę dwunastą, gdy w Państwowym Szpitalu św. Łazarza (dziś Szpital Uniwersytecki) wydarzyła się tragedia. W komorze tlenowej wybuchł pożar, w którym zginęli młodzi lekarze: 30-letni Jan Marian Oremus, 28-letni Jerzy Oszacki i 24-letni Zbigniew Ścisławski.

Wypadek wstrząsnął ówczesnym Krakowem. Wszyscy zadawali sobie pytanie, co się stało? W szpitalu wprowadzano nową, choć stosowaną już powszechnie zagranicą, metodę leczenia tlenem w specjalnej komorze. Trzej lekarze specjalizowali się właśnie w tlenoterapii i na samych sobie sprawdzali jej działanie i skuteczność. Niestety, feralnego dnia kolejna wizyta w komorze zakończyła się dla nich śmiercią. Jak wspominał na łamach Ilustrowanego Kuriera Codziennego sterujący na zewnątrz urządzeniem mechanik Tadeusz Wiatrak, w pewnym momencie usłyszał silny szum. Gdy spojrzał przez wziernik zobaczył słup ognia, gdy otworzył drzwi pojawił się kolejny ogień. Wiatrakowi udało się wyciągnąć leżącego tuż przy drzwiach dr. Oremusa, który dawał jeszcze słabe oznaki życia. Poparzony mechanik odciął dopływ prądu i usunął znajdujące się w pobliżu butle z tlenem i innymi gazami oraz pojemniki z niebezpiecznymi chemikaliami. Gdyby dosięgnął ich ogień mogło dojść do potężnej eksplozji, która mogła przynieść nieobliczalne skutki.

Niestety, nie było szans na uratowanie pozostałych lekarzy, gdyż jak wspominał Wiatrak ich ciała były już zwęglone. Mimo ofiarności mechanika, wypadku nie przeżył również dr. Oremus, który choć objęty natychmiastową pomocą lekarzy, zmarł dwie godziny później.

Jan Oremus, najbardziej doświadczony z trójki lekarzy był synem Jana Gwalberta Oremusa, radnego miejskiego i właściciela znanego zakładu ślusarstwa artystycznego. Jerzy Oszacki był bratankiem prof. Aleksandra Oszackiego, ordynatora w szpitalu św. Łazarza. Najmłodszy z lekarzy Zbigniew Ścisławski, zaledwie pół roku wcześniej ukończył studia medyczne.

W sobotę 29 kwietnia tłumy krakowian odprowadziły lekarzy na miejsce wiecznego spoczynku. Uroczystości żałobne rozpoczęły się mszą świętą w kościele św. Łazarza przy ul. Kopernika. Po odprawieniu modlitw trumny wyniesiono przed kościół, gdzie zostały udekorowane przyznanymi pośmiertnie złotymi Krzyżami Zasługi. Zmarłych pożegnał dyrektor szpitala św. Łazarza dr Stanisław Radwan.

– Nie po raz pierwszy wybitni lekarze i doświadczeni badacze składali w tym szpitalu swe cenne życie w służbie chorego – rozpoczął swą mowę dr Radwan. – Wielu z pośród nich nie znało miary w swym zapale poświecenia się dla postępu wiedzy lekarskiej. (…) Widok tych trzech trumien, zamykających na wieczny sen młodych lekarzy-bohaterów, szczególnie jest dla nas bolesny właśnie dziś, gdy czarne chmury zawisły nad naszą Ojczyzną!

(…) Czemu odeszli ci, którzy zdobyli doświadczenie w dziedzinie nowych metod leczniczych, mało znanych w naszym kraju, czemu zanieśli w zaświaty swą wiedzę, skoro nam i Ojczyźnie są dziś tak potrzebni?

(…) Nie było tu ani wrażej ręki, ani usterek w aparaturze, ani niebezpieczeństwa, nie dającego się uniknąć, ani materiałów wybuchowych i gazów trujących. Więc czemu tak tragicznie zginęli w chwili, gdy w usposobieniu radosnem po skończonem badaniu zostali ponad potrzebę w tej komorze leczniczej. Nie znajdujemy odpowiedzi pewnej, ale wiemy, że z powodu zuchwałej brawury granat nawet w rękach doświadczonego żołnierza potrafi wybuchnąć, samolot spada z doskonałym lotnikiem, nagle nieszczęście spada na nas na spokojnej drodze żywota. Tylko istocie najwyższej wiadoma jest przyczyna, a umysł ludzki nie jest zdolny przeniknąć wyroków Boskich.

Kondukt pogrzebowy przeszedł na Cmentarz Rakowicki, gdzie przed wejściem trumnę z ciałem dr Oszackiego przeniesiono do autokarawanu, który przewiózł ją do Chrzanowa, rodzinnego miasta medyka. Ciała pozostałej dwójki złożono w rodzinnych grobowcach. Warto dodać, że krakowskich lekarzy pochowano na koszt państwa.

Krzysztof Żyra

*w cytacie dokonano skrótów i zachowano oryginalną pisownię

*zdjęcia Agencji Fotograficznej „Światowid” ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

lekarze2lekarze3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *